Praca dla klienta ma termin. Ktoś czeka, więc trzeba ją zrobić.
Z własnymi projektami jest trudniej. Nikt nie zapyta, gdzie jest landing, dlaczego jeszcze nie wysłałaś zaproszeń i kiedy wreszcie ruszą zapisy. Można przesunąć je o tydzień. Potem o kolejny. I nagle mijają dwa lata.
Mniej więcej tak było u Eli Markowskiej z warsztatami Newsletterowy GPS.
Ela od dawna wiedziała, że chce rozwijać swój biznes bardziej w stronę edukacji i własnych produktów. Pomysłów miała sporo, ale kiedy przychodziło do wyboru, czym naprawdę zająć się teraz, zwykle wygrywała praca dla klientów.
W mastermindzie zdecydowała, że przez kolejne miesiące będzie pracować właśnie nad warsztatami.
Trzy miesiące później zrobiła coś, czego, jak sama później powiedziała, przez dwa lata nie umiała nawet zacząć.
W tej rozmowie wracamy do tego procesu, ale rozmawiamy też szerzej: o własnych deadline’ach, biznesowej prokrastynacji, patrzeniu na innych przez filtr social mediów i o tym, co zaczyna się zmieniać, kiedy jeden z długo odkładanych projektów wreszcie rusza.
W tej rozmowie
Rozmawiamy między innymi o tym:
- dlaczego własne projekty tak łatwo przegrywają z pracą dla klientów,
- jak wybrać jedną rzecz, kiedy pomysłów jest kilka,
- dlaczego deadline dla klienta działa inaczej niż ten wpisany samemu sobie do kalendarza,
- co daje regularne zaglądanie za kulisy biznesów innych osób,
- skąd bierze się wrażenie, że „wszyscy poza mną wiedzą, co robią”,
- czym moderowany mastermind różni się od luźnej grupy,
- youi co wydarzyło się w biznesie Eli po przeprowadzeniu pierwszych warsztatów.
Posłuchaj rozmowy
Biznesowi Znajomi · rozmowa z Elą Markowską
Własny projekt zawsze może poczekać
Ela nie miała problemu z dowożeniem rzeczy dla klientów. Kiedy jest termin i ktoś po drugiej stronie czeka na tekst, sprawa jest jasna. Trzeba usiąść i zrobić.
Z własnymi projektami wyglądało to inaczej. Warsztaty newsletterowe chodziły jej po głowie od około dwóch lat. Chciała je zrobić, bo coraz mocniej ciągnęło ją w stronę edukacji i własnych produktów. Tyle że między chęcią a realizacją regularnie wchodziła bieżąca praca.
Do tego dochodziły kolejne pomysły. A wiadomo, że nowy pomysł jest często dużo bardziej ekscytujący niż poprawianie czegoś, co już zaczęło powstawać.
W mastermindzie Ela wybrała więc jeden cel: Newsletterowy GPS.
Co dwa tygodnie wracałyśmy do tego, co udało się zrobić, gdzie coś utknęło i jaki kolejny krok ma sens. Sama porównuje to w rozmowie do zewnętrznego deadline’u.
Jeżeli obiecała klientowi tekst na piątek, tekst był w piątek.
Tutaj podobnie zaczęła traktować zobowiązania wobec własnego projektu. Nie dlatego, że ktoś ją z nich rozliczał, tylko dlatego, że temat przestał znikać gdzieś pod spodem codziennej pracy.
„Myślałam, że wszyscy wiedzą, co robić”
To jest jeden z moich ulubionych wątków tej rozmowy, bo właściwie nie dotyczy samych warsztatów. Ela opowiada, że długo miała wrażenie, że inni przedsiębiorcy wiedzą, co robią.
Podejmują decyzje, planują, realizują, kończą jedną rzecz i zabierają się za następną.
A ona ma pięć pomysłów, odkłada swoje projekty i czasem trochę kręci się w kółko.
Dopiero regularne rozmowy z innymi osobami prowadzącymi biznes pokazały jej trochę inną wersję przedsiębiorczości.
Ludzie zmieniają zdanie. Prokrastynują. Nie wiedzą, którą rzecz wybrać. Planują coś, a potem okazuje się, że życie albo biznes mają inny pomysł.
Ela nazywa to w rozmowie „kulturą sukcesu” w social mediach.
Widzimy premierę produktu, pełną grupę, ładny landing i podsumowanie udanej kampanii. Dużo rzadziej widzimy tygodnie zastanawiania się, czy to w ogóle dobry pomysł, trzy zmiany kierunku i projekt, który przez pół roku leżał w folderze.
Kiedy spotykasz się regularnie z tą samą grupą, widzisz również tę część.
I nagle okazuje się, że może nie jesteś jedyną osobą, która czasem nie wie, co robi.
Co w grupie zadziałało inaczej
Ela była wcześniej w grupie nazywanej mastermindem, ale wspomina ją raczej jako fajne doświadczenie towarzyskie niż coś, co realnie przesuwało jej biznes do przodu.
Tutaj duże znaczenie miała dla niej moderacja i stała struktura spotkań.
Każda osoba miała swój czas. Wracałyśmy do wcześniejszych rozmów i ustaleń. Można było przynieść pytanie, poprosić o feedback albo powiedzieć: „utknęłam i właściwie nie wiem, co dalej”.
Po kilku spotkaniach nie trzeba było też za każdym razem tłumaczyć wszystkiego od początku. Grupa wiedziała już, czym Ela się zajmuje, jaki ma cel, co próbowała wcześniej i gdzie ostatnio stanęła.
I właśnie w takich warunkach warsztaty powoli zaczęły przestawać być „tym projektem, który kiedyś zrobię”.
„W ciągu trzech miesięcy zrobiłam coś, czego tak naprawdę nie umiałam nawet zacząć przez dwa lata.”
Newsletterowy GPS powstał i Ela przeprowadziła pierwszą edycję.
A potem okazało się, że nie chodzi tylko o warsztaty
Warsztaty były ważne same w sobie, ale pasowały też do większej zmiany, którą Ela od dawna chciała wprowadzić w swoim biznesie.
Chciała mniej czasu poświęcać na pisanie dla klientów, a więcej na własne produkty i edukację. Dopóki jednak te własne rzeczy istniały głównie jako pomysły, trudno było naprawdę zrobić na nie miejsce.
Po przeprowadzeniu Newsletterowego GPS-u zaczęła więc ograniczać liczbę nowych zleceń 1:1. Kilku współpracom odmówiła właśnie dlatego, że wiedziała, co wydarzy się, jeśli znowu zapełni klientami cały kalendarz.
Zaczęła też inaczej patrzeć na planowanie. Mniej rzeczy jednocześnie, więcej świadomego wybierania tego, czemu naprawdę chce teraz dać czas.
Sam Newsletterowy GPS też nie został „skończony raz na zawsze”. Po pierwszych testach Ela zaczęła go zmieniać i rozwijać. Pojawił się pomysł różnych wariantów współpracy i kolejnej wersji warsztatów.
Warsztaty były jednym konkretnym projektem, ale za nimi stało większe pytanie: jak zrobić w swoim biznesie więcej miejsca na pracę, którą naprawdę chce się rozwijać?
Mniej dopieszczania, więcej sprawdzania
Kilka miesięcy później Ela wróciła do tej historii jeszcze z innej strony. Dołączyła jeszcze do Mastermind Lab, bo sama zaczęła myśleć o prowadzeniu własnych grup.
Ponownie pracowała nad Newsletterowym GPS-em, tym razem nad jego kolejną wersją.
I napisała:
„Dzisiaj już nie czekam, aż będzie idealnie. Po prostu robię i już się nie mogę doczekać testów. Ofertę na papierze można poprawiać w nieskończoność, a przecież chodzi o to, żeby tchnąć w nią życie!”
To dobrze pokazuje zmianę, która wydarzyła się trochę obok samego projektu. Pierwsza wersja nie musi być ostateczną. Można ją zrobić, pokazać ludziom, zobaczyć, co się wydarzy, i dopiero na tej podstawie zdecydować, co dalej.
Zamiast próbować wszystko rozstrzygnąć w głowie przed startem.
Ta rozmowa może Ci się spodobać, jeśli:
- masz swój projekt, który od miesięcy przegrywa z pracą dla klientów,
- pomysłów jest kilka i każdy wydaje się w jakiś sposób ważny,
- świetnie działasz, kiedy ktoś inny wyznacza deadline, ale własne terminy są dużo bardziej elastyczne,
- brakuje Ci ludzi, z którymi można regularnie rozmawiać o prowadzeniu firmy,
- albo czasem patrzysz na innych przedsiębiorców i zastanawiasz się, dlaczego oni wszyscy wyglądają, jakby dokładnie wiedzieli, co robią.
Posłuchaj rozmowy ↑
O Eli
Ela Markowska jest copywriterką i specjalistką słownej nawigacji.
Projektuje i pisze treści sprzedażowe oraz newslettery, a także uczy przedsiębiorczynie, jak robić to samodzielnie. W swoim newsletterze Mapownik dzieli się wiedzą o newsletterach, sprzedaży i pracy ze słowem.
Masz coś swojego, co od dawna czeka na swoją kolej?
Właśnie z takimi tematami ludzie często przychodzą do mastermindu.
Nie dlatego, że nie wiedzą kompletnie, co robić. Częściej wiedzą aż za dużo, mają kilka możliwych kierunków i trudno im zrobić miejsce na jeden z nich pomiędzy klientami i codziennym prowadzeniem firmy.
Przez pół roku spotykasz się ze stałą, małą grupą. Masz swój czas na biznesowe rozkminy, wracasz do wcześniejszych decyzji i możesz sprawdzać je z ludźmi, którzy z czasem naprawdę znają Twój kontekst.

